Wyłaz na stryszek

Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /usr/home/joshima/domains/domiogrod.bexlab.pl/public_html/wp-content/plugins/microkids-related-posts/microkids-related-posts.php on line 645

Już dawno zdecydowaliśmy gdzie ostatecznie ma być zamontowany wyłaz na stryszek. Nawet go kupiliśmy, tylko z montażem jakoś nam nie szło. Ja z dzieckiem na parterze niewiele pomogę, zabrać go na górę nie da rady (wełna tam trochę pyli). Ryś sam bez szans na dźwignięcie tego i wtaszczenie na górę. Przygotował tylko ramę w stropie w której wyłaz ma być zamocowany.

Zdarzyło się, że przyjechał dziś do nas mój brat. Przywiózł Rysiowi koła do CZty na których zmieniał ogumienie. Pogmerali przy motocyklu (wiadomo zakładanie kół to rytuał, przy którym obaj panowie muszą mieć ręce utytłane w smarze po łokcie) złożyli go do kupy, zrobili objazd i przyszli na obiad. W trakcie obiadu padła luźna propozycja. A może by tak dziecko zostawić na parterze z babcią i bratową a my we trójkę myk na górę i robimy ten wyłaz? Brat spojrzał na zegarek i mówi: nie ma sprawy. Mamy kwadrans. Bo muszę zawieźć dzieciaki na pokaz karate na którym mają wystąpić.

Wczołgałam się na stryszek niezasklepioną jeszcze trójkątną dziurą z naszej sypialni. Trochę miałam pietra, bo tam podłogi nie ma i trzeba po jętkach przemykać. Wyszarpałam wełnę z przygotowanego otworu i rozcięłam folię. W tym czasie panowie naszykowali podeścik, bo nie sięgali żeby podać mi ten wyłaz. Dostałam do łapki zestaw montażowy w postaci czterech kotew z ceownika i czterech nakrętek i czekałam przyczajona. Panowie dźwignęli skrzynię i umieścili ją w otworze, a ja najszybciej jak się dało nałożyłam i przykręciłam kotwy.

Oczywiście odmówiłam wracania dziurą, którą weszłam i zeszłam sobie kulturalnie po drabince, mimo iz skrzynia wisi tylko na kotwach i jeszcze przed Rysiem cała zabawa w poziomowanie i ostatecznie przytwierdzenie jej do konstrukcji stropu. Zdjęcia będą później, bo wszystko działo się tak szybko, że o fotografowaniu nawet nie myślałam.

Fajnie mieć takiego brata, który w potrzebie zastąpi dźwig z wysięgnikiem albo koparko-ładowarkę klasy Fadroma, a w ciężkich chwilach jest świetnym misiem, któremu można wypłakać się w mankiet. Dobry brat to skarb.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ocieplamy poddasze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *