Koniec sezonu ogrodowego

Już od kilku tygodni nasz ogród (własciwie to jeszcze nie zasługuje na to miano) szykuje się do jesiennego spoczynku. Wbrew pozorom to jednak całkiem sporo pracy dla ogrodnika.

Jeszcze we wrześniu nowa winorośl, która rosła sobie grzecznie przy tyczce, doczekała się nowej podpory. Tym razem zdecydowałam się na podporę metalową. Razem z tatą zespawaliśmy z kątowników i rurek główną konstrukcję nośną. Przęsła mają być wypełnione kratownicą z łańcucha, co częściowo już zostało zrealizowane. W górnej części wzdłuż całej konstrukcji również będą poprowadzone łańcuchy (na razie jest jeden). Winorośl o dwóch głównych pędach już przytuliła się do swojej nowej podpory.

Nieco później zwiększyliśmy stan posiadania jeśli chodzi o drzewa i krzewy w ogrodzie. Posadziliśmy jabłoń (oliwka żółta), czereśnię i pienną formę porzeczki białej (poprzednio był to jedyny z krzewów który się nie przyjął, bo agrest oraz porzeczki czarna i czerwona pięknie owocują). W zakątku sąsiadującym bezpośrednio z lokalizacją nowego (jeszcze niezrobionego kompostownika) zasadziliśmy forsycję (jeszcze bym chciała tam dorzucić oczar) i hortensję drzewiastą, którą zdobyłam w tym roku w wyniku wymiany przez serwis TaBaza

Ponadto zarządziłam przeprowadzkę. Na rabatę na której zasadziłam zdobyte w tym roku irysy przesadziłam moją różę (Queen Elizabeth). Sosny sąsiada nieco podrosły i zacieniają jej dotychczasowe stanowisko. Obok miejsce znalazły siewki łubinu i żonkile. Na pewno będzie trzeba coś jeszcze do tej kompozycji dorzucić. Na początek będą to raczej rośliny jednoroczne, w przyszłości pewnie jakieś astry bylinowe.

Niestety już drugi raz przekonałam się, że nie ma w moim ogrodzie miejsca na rudbekię, która koniecznie chce tam rosnąć. Niestety dręczy ją mączniak, przez którego kępy szybko tracą urodę. Wolę się jednak ich pozbyć niż walczyć z mączniakiem. Trochę szkoda, bo to jednak ładna roślina. Coś trzeba będzie znaleźć w zamian.

Ponieważ mróz zaszczyca nas już drugą noc z rzędu wykopałam dziś mieczyki. Wszystkie zawiązały nowe cebule a nawet mnóstwo cebulek przybyszowych. Sporo z nich wyląduje w mieczykowym żłobku.

No i o liściach to już nawet nie wspomnę. Wiadomo, że grabienie idzie na okrągło. Teraz mróz zrzucił hurtowo liście z winorośli i orzecha włoskiego. Na razie liście gromadzimy w dziurawych foliowych workach na wstępne kompostowanie. Wiosną wylądują na dnie nowego kompostownika. Worki składujemy w żółwiownicy. Niestety jeden żółw tak się zakopał, że nie mogę go znaleźć i musi zostać na zimę w gruncie. Trochę się o niego martwię i postanowiłam go nieco tymi workami docieplić.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Mała architektura, Rośliny i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *