Budowlane i niebudowlane radości i smutki

Postanowiłam coś dziś napisać w dzienniku i ze smutkiem stwierdziłam że spadł on aż na siódmą stronę No ale to nie dziwne, gdyż spadł on tak daleko właśnie z powodów o których chcę napisać. Prace w naszym domku nigdy nie posuwały się jakoś szczególnie szybko. Powód ciągle ten sam. Niedostatek pieniędzy. Ryś troi się i dwoi żeby pogodzić ze sobą pracę, dodatkowe zlecenia i jeszcze prace wykończeniowe. Efekt jest taki, że albo nie ma czasu na wykończenia albo nie ma czasu na zarabianie pieniędzy a wtedy wykończenia też nie idą bo pieniędzy brak. Jednym słowem kwadratura koła.

Ja staram się jak mogę pogodzić moje dotychczasowe zajęcia na uczelni z realizacją dodatkowych zleceń i pomaganiem Rysiowi w wykończeniówce, ale efekt taki sam osiągam jak on. Jeszcze na dodatek Ryś dostał propozycję rozstania się z firmą w której ostatnio pracował i ma półtora miesiąca na znalezienie nowej pracy. Te przemyślenia razem do kupy zebrane zaowocowały postanowieniem. Czas zakończyć hobbystyczne uprawianie nauki i zacząć zarabiać. W ciągu ostatnich kilku lat, czując, że w nauce polskiej nic się nie zmieni i mając zdolność samokształcenia zdążyłam się już przebranżowić.

W ubiegły czwartek napisałam CV pod kontem swojej nowej „specjalizacji”. Wypadło nadzwyczaj blado. Siadłam mimo to i zaczęłam odhaczać w sieci oferty pracy, którym mogłabym sprostać. W piątek po głębszym przemyśleniu i sporej dawce afirmacji przyjrzałam się jeszcze raz swojemu CV i napisałam je wreszcie tak jak trzeba nic zbędnego nie dodając a przedstawiając fakty, które w pierwszym podejściu jakoś mi nie wpadły do głowy.

W piątek wysłałam odpowiedzi na 13 ofert. Aż się zdziwiłam, że w mojej nowej branży jest aż tak duże zapotrzebowanie na pracowników. Czyżbym miała nosa? No i dziś nastąpił ten dzień. Może nie powinnam się chwalić, bo mam już swoje lata i takie doświadczenie już dawno powinnam mieć na koncie, ale co mi tam. Dziś po raz pierwszy w moim życiu ktoś zadzwonił do mnie i powiedział „czy mogłaby pani przyjść jutro na spotkanie?”. Jeszcze oczywiście może nic z tego nie wyjść. Bo spotkanie jeszcze nic nie oznacza, ale ten dreszczyk emocji… Kto to przeżywał ten wie. Szczególnie, że jeszcze nie ma ciśnienia, bo mamy z czego żyć. No i oczywiście stały problem „ja nie mam co na siebie włożyć”.

A z budowlanych spraw? No cóż. Jak pisałam wcześniej posuwają się bardzo powoli. W spiżarni druga ściana obłożona kafelkami. Cieniutka ścianka między spiżarnią a mieszkaniem została oklejona styropianem (5cm), który został nam jeszcze po podłogach. Wiem, że na ściany stosuje się trochę rzadszy styropian, ale skoro nam został to po co kupować? Ten styropian jak również styropian na kominie został pokryty siatka i klejem. Tym razem Ryś kupił produkt marki „Skała” i trzeba powiedzieć, ze bardzo przyzwoity. Dobrze się tego używało. Teraz czekamy na początek nowego miesiąca i kasę, bo trzeba kupić trochę kleju do płytek. Tym razem musi być to klej elastyczny do położenia płytek na tym styropianie. Niestety jest on znacznie droższy No ale teraz to byle do jutra, a potem byle do pierwszego.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pozostałe sprawy, Spiżarnia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *